image002Reprezentacja polskich księży obroniła w Portugalii tytuł Mistrzów Europy w halowej piłce nożnej. Jednym z wyróżniających się zawodników turnieju był ksiądz Tomasz Winogrodzki z parafii św. Krzyża w Zamościu.

Oprócz księdza Tomasza w reprezentacji Polski wystąpiło jeszcze dwóch księży z parafii zamojsko - lubaczowskiej, Maciej Lewandowski i Marek Mazurek z Biłgoraja.
W Mistrzostwach Europy wzięło udział 10 reprezentacji: Polska, Portugalia, Słowenia, Słowacja, Austria, Węgry, Chorwacja, Włochy, Bośnia i Hercegowina oraz Hiszpania. Drużyny podzielono na dwie grupy, do półfinałów awansowały po dwie drużyny z każdej grupy.

Reprezentacja Polski wygrała swoje wszystkie mecze grupowe i z kompletem 12 punktów awansowała do dalszych rozgrywek. W fazie grupowej Polacy pokonali Słowenię 9:0, Słowację 4:0, Bośnie i Hercegowinę 3:1 oraz Hiszpanię 2:0.
Oba mecze półfinałowe zakończyły się wynikiem 3 : 1, w pierwszym Polska pokonała Chorwację, a w drugim Portugalia Bośnię i Hercegowinę.
W wielkim finale naprzeciw siebie stanęły drużyny gospodarzy i Polski. Po zaciętej grze, w której nasi księża mieli przeciwko sobie zawodników gospodarzy, publiczność oraz... sędziów (cztery podyktowane karne!), Polacy pokonali Portugalię 2 : 0. Jedną z bramek zdobył Maciej Lewandowski z naszej diecezji, a drugą Edward Gienza z Kielc.

Oprócz tytułu Mistrzów Europy nasza reprezentacja zdobyła dwie dodatkowe nagrody, za najlepszy atak i najlepsza obronę w turnieju.
Podporą polskiego ataku był Tomasz Winogrodzki, który zaliczył 5 trafień, najwięcej z drużyny.

Rozgrywane co dwa lata Mistrzostwa Europy księży odbyły się już po raz czwarty. Polacy mają się czym pochwalić. W dwóch pierwszych mistrzostwach zdobyli tytuł wicemistrzów, w dwóch kolejnych tytuł mistrza.
Począwszy od przyszłego roku zmienia się formuła rozgrywek, mistrzostwa będą miały miejsce każdego roku. W 2010 europejskich księży - piłkarzy będzie gościć Budapeszt, natomiast rok później, Kielce.

* * *

Ksiądz Tomasz Winogrodzki ma 36 lat, od czterech lat jest wikariuszem w parafii św. Krzyża w Zamościu.
Oprócz codziennych obowiązków wynikających z bycia księdzem, dużo czasu przeznacza na sport. Sport to jego pasja i stara się ją realizować. Jak się okazuje, z całkiem niezłym skutkiem. Oprócz kopania w piłkę gra w tenisa stołowego, również z sukcesami, choć jak mówi lepiej wychodzi mu jednak nożna.

- Mam pasję i wiele energii i próbuje ją jakoś pożytecznie wykorzystać. Chyba mi się to udaje - zadaje retoryczne pytanie.
Kiedyś jeden z jego uczniów (na lekcji religii) zażartował, że ksiądz został ożeniony z Kościołem, a w piłce nożnej upatrzył sobie kochankę. Do końca tak nie jest, bowiem główną jego misją pozostaje nadal ewangelizacja, a na uczestnictwo w zajęciach sportowych otrzymał zgodę władz kościelnych. Na uczestnictwo w Mistrzostwach Europy musiał mieć zgodę biskupa i taką otrzymał od ordynariusza diecezji zamojsko - lubaczowskiej bp Wacława Depo.
Jego przygoda z reprezentacja Polski rozpoczęła się przed rokiem. Został zauważony podczas Mistrzostw Polski księży rozgrywanych w Będzinie. Diecezja zamojsko - lubaczowska zajęła wówczas pierwsze miejsce, a Tomasz Winogrodzki zdobył tytuł króla strzelców. Później były powołania na mecze kadry i teraz to najważniejsze na Mistrzostwa Europy.

- Było to niesamowite przeżycie. Spotkać się z księżmi z różnych europejskich krajów, porozmawiać, wymienić poglądy, uczestniczyć we wspólnych nabożeństwach łacińskich. Co zauważyłem? Że tam rzadko który ksiądz chodzi w sutannie, większość zadawala się jedynie koloratką - wspomina.
Wiadomo, że rywalizacji sportowej towarzyszą emocje, nierzadka złe. Oglądając rozgrywki sportowe można zauważyć wiele złośliwości, wiele fauli bez piłki, fauli taktycznych... Często zawodnikom puszczają nerwy.

Ciekawe jak sobie z tym radzą księża...

- W Portugalii staraliśmy się nie faulować. Może wynikało to z przepisów, cztery faule - rzut karny, a może z tego, że jednak nie jesteśmy zawodowcami i łatwiej nam trzymać emocje na wodzy. Jak sfaulowaliśmy, zaraz przepraszaliśmy, ale złośliwości na pewno nie było. Panowaliśmy nad tym - opowiada ks. Tomasz.
Ale w meczu finałowym emocje mogły wziąć górę. Polska grała przeciwko drużynie gospodarzy, którą dopingowali kibice zebrani w dużej liczbie. Przyszło dużo osób młodych, uczniowie miejscowych szkół, trochę osób starszych. Były okrzyki, wrzaski, tłuczenie w bęben. Słowem prawdziwy doping. Niestety atmosferę podgrzewali sędziowie, którzy za wszelką cenę chcieli pomóc gospodarzom. Sprezentowali im aż 4 rzuty karne. Na szczęście na nic im się to nie zdało, a ks. Tomasz i spółka nie dali się sprowokować, powtarzali sobie spokojnie, gramy swoje. I ta metoda okazała się być skuteczną.

Poprawiony (czwartek, 10 marca 2011 10:33)

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież